Są powroty, których nie da się traktować wyłącznie w kategoriach nostalgii. Kiedy na scenie ponownie pojawia się Republika, nie chodzi o prosty gest w stronę przeszłości. To raczej próba dopisania kolejnego rozdziału historii, która od dekad pozostaje żywa – choć niekompletna.
Trzy koncerty, jedna okazja
Latem 2026 roku dostajecie coś, co zdarza się niezwykle rzadko. Zespół w składzie: Zbigniew Krzywański, Sławek Ciesielski i Leszek Biolik wraca na scenę w ramach projektu „Moja krew, Twoja krew”.
Nie jest to trasa koncertowa. Nie jest to reaktywacja w klasycznym sensie. To trzy precyzyjnie wybrane momenty:
- 19 lipca – Jarocin Festiwal 2026
- 8 sierpnia – Męskie Granie w Krakowie
- 21 sierpnia – Męskie Granie w Warszawie
I nic więcej. Jeśli chcecie to zobaczyć, nie będzie drugiej szansy.
Bez Ciechowskiego – i bez udawania
Najważniejszy kontekst tego powrotu pozostaje niezmienny od 2001 roku. Nie ma z nimi Grzegorza Ciechowskiego – i zespół nie próbuje tego maskować.
Nie będzie prób rekonstrukcji ani zastępstw. Nie zobaczycie castingu na nowy głos Republiki, bo ten rozdział został zamknięty definitywnie. To podejście nadaje całemu projektowi specyficzne napięcie – zamiast odtwarzania, dostajecie świadome granie „obok” własnej legendy.
„Moja krew” – utwór, który nie był zwykłą piosenką
Centralnym punktem projektu jest utwór Moja krew – kompozycja, która w historii zespołu funkcjonowała na innych zasadach niż reszta repertuaru.
Po raz pierwszy wybrzmiała podczas legendarnego koncertu w Jarocinie w 1985 roku – wydarzenia, które przeszło do historii nie tylko przez muzykę, ale przez napięcie między sceną a publicznością. Najpierw była konfrontacja, potem wspólnota.
Ten utwór:
- zamykał koncerty Republiki
- nigdy nie był grany „po prostu”
- stawał się symbolicznym gestem końca
To był moment, po którym nie było bisów.
Dziś wraca w zupełnie innym kontekście – jako punkt wyjścia do rozmowy o tym, czym była i czym może być jeszcze energia Jarocina.
Jarocin jako oś całej opowieści
Nieprzypadkowo wszystko zaczyna się właśnie tutaj. Jarocin Festiwal od lat pozostaje jednym z najważniejszych punktów odniesienia dla polskiej sceny gitarowej.
Edycja 2026 (16–19 lipca) znów buduje most między pokoleniami. Na jednej scenie spotkają się artyści, którzy tworzyli fundamenty tej sceny, oraz ci, którzy dopiero definiują jej aktualne brzmienie.
W line-upie znajdziecie m.in.:
Dzięki Twojemu wsparciu możemy dostarczać rzetelne relacje i ekskluzywne zdjęcia z kolejnych wydarzeń! Postaw nam kawę! ✌️
- Acid Drinkers
- Dezerter
- Closterkeller
- Happysad
- Lech Janerka
- Voo Voo
Obok nich pojawią się młodsi artyści, którzy reinterpretują tę tradycję na własnych zasadach.
Projekt międzypokoleniowy, który nie jest hołdem
„Moja krew, Twoja krew” to nie klasyczny tribute. To raczej zderzenie estetyk i wrażliwości.
Na scenie obok członków Republiki zobaczycie m.in.:
- Robert Gawliński
- Wojciech Waglewski
- Tomek Lipiński
- Darek Malejonek
- Paweł Gumola
oraz przedstawicieli młodszego pokolenia:
- Krzysztof Zalewski
- Mery Spolsky
- Kasia Lins
- Szymon Jarmuła
To zestawienie nie jest przypadkowe. Chodzi o sprawdzenie, czy język buntu z lat 80. ma dziś jeszcze znaczenie – i czy potrafi wybrzmieć bez muzealnej patyny.
Film, który wraca jako kontekst
Tytuł projektu nie jest metaforą. Odwołuje się bezpośrednio do dokumentu BBC Moja krew, Twoja krew, który przed czterema dekadami uchwycił fenomen Jarocina jako przestrzeni sprzeciwu wobec rzeczywistości PRL-u.
To właśnie ten film:
- wprowadził zachodnią publiczność w realia polskiej sceny alternatywnej
- pokazał muzykę jako narzędzie społecznego napięcia
- zbudował mit Jarocina jako miejsca wolności
Dzisiejsza reinterpretacja nie próbuje tego mitu odtwarzać. Raczej pyta, czy ma on jeszcze sens w zupełnie innych realiach.
Rzadkość jako wartość
Republika nie wraca często – i nie bez powodu. Każde takie wydarzenie jest filtrowane przez znaczenie, a nie przez kalendarz.
To nie jest zespół, który „gra koncerty”.
To zespół, który pojawia się wtedy, gdy ma coś do powiedzenia – albo gdy kontekst jest wystarczająco silny, by uzasadnić powrót.
W tym przypadku kontekstem jest:
- rocznica filmu
- historia Jarocina
- brak Ciechowskiego
- potrzeba konfrontacji przeszłości z teraźniejszością
I właśnie dlatego te trzy koncerty mają ciężar większy niż typowa festiwalowa obecność.
Między pamięcią a teraźniejszością
Jeśli zdecydujecie się być częścią tych wydarzeń, nie dostaniecie prostego sentymentalnego spektaklu. To raczej doświadczenie balansujące między pamięcią a świadomym brakiem.
Republika nie wraca po to, by zamknąć historię.
Wraca po to, by ją na chwilę otworzyć – i sprawdzić, co nadal w niej działa.

