A$AP Rocky rozpoczął swoją polską część „DON’T BE DUMB WORLD TOUR” od koncertu w Atlas Arenie. 13 września Łódź stała się miejscem pierwszego z dwóch zaplanowanych w Polsce występów artysty. Zamiast klasycznego koncertu, w którym scenografia pozostaje jedynie tłem dla muzyki, Rocky zaproponował rozbudowane widowisko oparte na ruchu, świetle, dymie, ogniu i mocno teatralnej oprawie. Co istotne, nie potrzebował do tego całej galerii gości specjalnych. Tym razem główną rolę od początku do końca odgrywał sam A$AP Rocky oraz jego kolejne muzyczne wcielenia.
13 września Atlas Arena od pierwszych minut koncertu została potraktowana nie tyle jak tradycyjna sala koncertowa, ile jak ogromna przestrzeń sceniczna. Rocky nie rozpoczął występu w sposób, którego można byłoby się spodziewać po standardowym wejściu na główną scenę. Artysta pojawił się bezpośrednio wśród publiczności znajdującej się na płycie, a wraz z nim do środka wkroczyli tancerze oraz grupa osób ubranych w charakterystyczne kamizelki taktyczne i hełmy.
To właśnie tam rozpoczęła się pierwsza część show.
Rocky wśród publiczności
Zamiast od razu ustawić się w centralnym punkcie sceny, A$AP Rocky przez pierwsze utwory znajdował się w samym środku tłumu. Wokół niego tworzyło się coś na kształt kontrolowanego moshpitu, a obecność tancerzy dodatkowo nadawała temu fragmentowi koncertu charakter zaplanowanej choreografii.
Publiczność nie była więc wyłącznie obserwatorem. Przez kilka pierwszych utworów to właśnie ona stała się częścią scenografii.
Nad płytą zawieszono jeden z najbardziej charakterystycznych elementów całego widowiska – helikopter umieszczony centralnie nad widownią. Nie był to jednak wyłącznie efektowny rekwizyt. Konstrukcja została wykorzystana jako element oprawy kolejnych utworów. Pojawiały się światła imitujące pracę śmigła, dźwięk przelatującego helikoptera, a z maszyny wydobywał się również dym.
W pewnym momencie Rocky został podwieszony pod helikopterem i uniesiony nad publiczność, kontynuując występ z wysokości. Całość miała w sobie coś z militarnego widowiska, ale jednocześnie była bardzo mocno osadzona w charakterystycznym dla artysty świecie wizualnym.
Nie było tu potrzeby zatrzymywania koncertu na długie przemowy czy rozbudowane dialogi z publicznością. Kolejne elementy scenografii płynnie przechodziły między utworami, dzięki czemu show miało bardzo dynamiczny rytm. Jeden numer się kończył, światła i efekty zmieniały charakter, a chwilę później rozpoczynał się kolejny.
Wojskowy okręt zamiast klasycznej sceny
Po otwierającej części Rocky przeniósł się na główną scenę. I właśnie wtedy skala całego przedsięwzięcia stała się jeszcze bardziej widoczna.
Centralnym elementem scenografii był ogromny wojskowy okręt z działem, który został bardzo dokładnie odwzorowany. Konstrukcja nie pełniła funkcji zwykłego dekoracyjnego tła. Mocno wysunięta w stronę widowni scena sprawiała, że okręt dominował nad przestrzenią Atlas Areny.
To właśnie główna scenografia robiła podczas koncertu największe wrażenie. Nie była przesadnie skomplikowana pod względem liczby elementów, ale jej rozmiar i sposób wykorzystania sprawiały, że trudno było przejść obok niej obojętnie.
Po lewej stronie znajdowała się natomiast latarnia morska, której obracające się światło regularnie omiatało publiczność. Ten element dobrze współgrał z okrętem, tworząc spójną przestrzeń, która przez większość koncertu przypominała fragment portu lub militarnego nabrzeża.
A jednocześnie scenografia pozostawała ruchoma. Światło, dym, ogień i kolejne elementy pojawiały się w odpowiednich momentach, sprawiając, że ta sama przestrzeń potrafiła wyglądać zupełnie inaczej kilka minut później.
A$AP Rocky i jego alter ego
Jednym z ciekawszych elementów koncertu była jego różnorodność muzyczna. Nie był to występ oparty wyłącznie na jednym brzmieniu czy jednym okresie twórczości Rocky’ego.
Określenie „A$AP Rocky and his alter egos” dobrze oddawało charakter całego widowiska. Artysta przeskakiwał pomiędzy różnymi stylistykami i etapami swojej kariery, dzięki czemu set nie miał charakteru prostego przeglądu największych hitów.
W repertuarze znalazło się miejsce zarówno dla utworów kojarzonych z jego wcześniejszą twórczością, jak i materiału z najnowszej płyty „DON’T BE DUMB”. To właśnie kontrast pomiędzy poszczególnymi numerami sprawiał, że koncert nie zamieniał się w jednostajny blok podobnych do siebie produkcji.
Rocky dodatkowo mocno pracował nad sposobem prezentacji poszczególnych utworów. Przez znaczną część występu korzystał z megafonu, w którym umieszczony był mikrofon. Ten prosty z pozoru zabieg wizualny bardzo dobrze pasował do militarnej estetyki koncertu.
W innym momencie mikrofon został natomiast zamocowany do wyrzutni RPG. To kolejny przykład tego, że rekwizyty nie były tutaj przypadkowymi dodatkami. Rocky wykorzystywał je jako część własnej scenicznej narracji.
Drugi helikopter i latający dron
Jeżeli wydawało się wam, że jeden helikopter zawieszony nad płytą to wystarczająco dużo, produkcja miała jeszcze kilka pomysłów.
Nad główną sceną znajdował się drugi helikopter. Umieszczono go znacznie wyżej, dzięki czemu pozostawał częścią większej scenografii, ale Rocky również wykorzystał go podczas występu. Artysta miał moment, w którym śpiewał z jego wnętrza, ponownie zmieniając swoje położenie względem publiczności.
Pojawił się również dmuchany dron w kształcie helikoptera, który został wypuszczony nad widownię i przemieszczał się po hali. To już zdecydowanie bardziej nietypowy element całego przedstawienia, pokazujący, że organizatorzy nie ograniczyli się do standardowych ekranów, laserów czy wyrzutni ognia.
W Atlas Arenie przez cały czas coś się działo. Nie oznaczało to jednak, że każdy moment miał być osobnym punktem programu. Wręcz przeciwnie – większość efektów została podporządkowana muzyce i pojawiała się bez wyraźnego przerywania koncertu.
Dzięki Twojemu wsparciu możemy dostarczać rzetelne relacje i ekskluzywne zdjęcia z kolejnych wydarzeń! Postaw nam kawę! ✌️
Efekty, które nie były dodatkiem do muzyki
W przypadku tego koncertu trudno rozdzielić muzykę i produkcję sceniczną. Efekty specjalne nie pełniły funkcji ozdobnika. Były jednym z głównych sposobów opowiadania tego koncertu.
Dym wydobywający się z helikopterów, intensywne oświetlenie, ogień, ruchome elementy scenografii czy światło latarni morskiej regularnie zmieniały wygląd hali. Szczególnie dobrze wypadało wykorzystanie ciemności. Zamiast nieustannie zalewać publiczność światłem, produkcja często pozwalała, aby duża część Atlas Areny pozostawała pogrążona w mroku, z którego nagle wyłaniały się kolejne elementy scenografii.
To właśnie światło i scenografia w dużej mierze budowały atmosferę koncertu.
Nie było przy tym typowej serii długich przerywników, filmów wyświetlanych na ekranach czy rozbudowanych przemów pomiędzy kolejnymi utworami. Konstrukcja występu była znacznie bardziej ciągła. Koniec jednego numeru często oznaczał natychmiastową zmianę sytuacji na scenie i początek kolejnego.
Dzięki temu koncert miał tempo, które dobrze współgrało z jego widowiskową formą.
Bez gości, ale z własnym światem
Warto również zaznaczyć coś, czego podczas koncertu zabrakło. W Łodzi nie pojawili się dodatkowi goście ani niespodziewane występy innych artystów.
W przypadku rapowego koncertu na tak dużą skalę mogłoby się wydawać, że obecność kilku znanych nazwisk byłaby naturalnym sposobem na urozmaicenie setu. Rocky postawił jednak na inne rozwiązanie. Zamiast zapraszać kolejnych wykonawców, wykorzystał własny repertuar, alter ego, tancerzy i scenografię.
To podejście ma swoje plusy i minusy. Z jednej strony koncert jest dzięki temu bardzo konsekwentny wizualnie i artystycznie. Z drugiej – jeśli oczekiwaliście dużej liczby niespodzianek w postaci gości, mogliście poczuć pewien niedosyt.
Nie zmienia to jednak faktu, że produkcja sama w sobie dostarczała wystarczająco dużo bodźców, aby utrzymać uwagę publiczności.
„DON’T BE DUMB” jako przesłanie na finał
Końcówka koncertu miała już bardziej bezpośredni charakter. Rocky zwrócił się do publiczności z mocną przemową, wykorzystując tytuł swojego najnowszego albumu jako punkt wyjścia.
„DON’T BE DUMB” przestało być wyłącznie tytułem płyty, a stało się hasłem finałowego przekazu artysty.
Rocky rozwijał je w różnych kontekstach, bawiąc się znaczeniem tego zwrotu i przekładając go na bardziej ogólne przesłanie skierowane do ludzi zgromadzonych w Atlas Arenie. Po ponad godzinie intensywnego widowiska był to moment, w którym cała militarna i scenograficzna otoczka ustąpiła miejsca bezpośredniemu kontaktowi z publicznością.
I właśnie dlatego finał dobrze domykał konstrukcję całego występu. Przez większość wieczoru oglądaliśmy bardzo precyzyjnie zaprojektowane widowisko, w którym Rocky był częścią większej scenicznej maszyny. Pod koniec został przede wszystkim artystą stojącym przed kilkunastoma tysiącami ludzi i mówiącym do nich bezpośrednio.
Pierwszy polski koncert Rocky’ego – i zdecydowanie coś więcej niż standardowy rapowy show
Pierwszy z dwóch polskich koncertów A$AP Rocky’ego pokazał, że „DON’T BE DUMB WORLD TOUR” jest produkcją zaprojektowaną znacznie szerzej niż klasyczny koncert hip-hopowy.
Nie chodzi wyłącznie o rozmach. Dużych scen, ekranów i efektów specjalnych nie brakuje dziś podczas koncertów największych światowych gwiazd. Tutaj najważniejsza była konsekwencja. Helikoptery, okręt, latarnia morska, mundurowa estetyka, megafon, RPG, tancerze, dym, ogień i światła tworzyły jeden świat, który był obecny od pierwszych minut aż do końca.
Rocky nie musiał wychodzić na scenę i po prostu wykonywać kolejnych utworów. Scenografia pozwoliła mu przemieszczać się po Atlas Arenie, pojawiać nad publicznością i zmieniać sposób, w jaki odbieraliśmy kolejne fragmenty koncertu.
Jednocześnie nie był to wieczór zbudowany na nieustannych niespodziankach. Brak gości, niewielka liczba klasycznych przerywników i płynne przechodzenie pomiędzy utworami sprawiły, że koncert miał raczej formę jednego dużego, konsekwentnie prowadzonego widowiska niż zbioru osobnych atrakcji.
I być może właśnie w tym tkwi jego największa siła. Zamiast próbować co kilka minut czymś zaskakiwać, produkcja przez cały czas rozwijała własny język wizualny.
13 września A$AP Rocky zamienił więc Atlas Arenę w coś pomiędzy wojskowym planem filmowym, sceną koncertową i ogromnym teatralnym spektaklem. Dla części publiczności najważniejsza pozostanie muzyka i przekrojowy wybór utworów. Dla innych – helikopter unoszący artystę nad tłumem, ogromny wojskowy okręt czy latający nad halą dron.
Jedno jest pewne: tego koncertu nie dało się pomylić ze standardowym występem rapera na dużej hali.
A ponieważ 13 września był dopiero pierwszym z dwóch wieczorów A$AP Rocky’ego w Łodzi, Atlas Arena jeszcze raz wypełni się dziś publicznością, która będzie miała okazję zobaczyć tę samą rozbudowaną produkcję podczas drugiego polskiego koncertu „DON’T BE DUMB WORLD TOUR”. Tym razem również warto zwrócić uwagę nie tylko na to, co dzieje się na scenie, ale przede wszystkim na to, jak Rocky wykorzystuje całą przestrzeń hali jako część swojego przedstawienia.
