To nie będzie zwykłe wydarzenie plenerowe. 29 sierpnia 2025 roku, w ostatni piątek wakacji, Gibbs – producent, wokalista i raper – zagra bezpłatny koncert w Kłobucku, swoim rodzinnym mieście. Bez sprzedaży biletów, bez podziału na strefy, ale z autentyczną bliskością i szczerością, której próżno szukać na komercyjnych trasach. To coś więcej niż koncert – to spełniona obietnica sprzed lat.
„Obiecałem sobie kiedyś, że jeśli moja muzyka znajdzie odpowiednio dużo odbiorców, zorganizuję taką imprezę właśnie w Kłobucku – na swój koszt” – napisał Gibbs w swoim ogłoszeniu. I właśnie ten moment nadszedł.
Z miasta, w którym nic się nie działo – na scenę dla wszystkich
Wydarzenie odbędzie się na Targowisku Miejskim w Kłobucku, a teren zostanie otwarty dla publiczności od godziny 18:00. Nie trzeba mieć zaproszenia, wejściówki ani biletu – wystarczy chcieć być częścią tej chwili. Wydarzenie jest współorganizowane przez Gminę Kłobuck oraz agencję Revolume, a o podniebienia zadba lokalna restauracja Cho Do Nas, która przygotuje strefę gastronomiczną na miejscu.
Dla samego Gibbsa ten koncert to symboliczny powrót. W czasach jego dorastania w Kłobucku nie odbywały się żadne muzyczne wydarzenia tego typu, a lokalna scena muzyczna praktycznie nie istniała. Dlatego właśnie – jak sam mówi – „chciałem Wam zafundować fajny wieczór na zakończenie wakacji”. I zrobił to na własnych warunkach.
Kim jest Gibbs i dlaczego warto go posłuchać?
Mateusz Przybylski, bo tak naprawdę nazywa się artysta, to nie tylko popularny wykonawca, ale przede wszystkim wieloletni producent, twórca beatów i założyciel DopeHouse Studio w Zabrzu. Współpracował z Kalim, Sariusem, Kartkym, Kacprem HTA i wieloma innymi. W młodości uczęszczał do szkoły muzycznej, gdzie szkolił się m.in. w grze na gitarze, a jego słuch muzyczny był dostrzegany już w przedszkolu.
Na początku kariery wysyłał swoje dema do wytwórni, bez większych rezultatów. Wszystko zmieniło się, gdy poznał Kaliego – wspólnie stworzyli album „Sentymentalnie”. Przełom przyszedł jednak dopiero w 2017 roku, wraz z płytą „Antihype” nagraną z Sariusem. Od tamtej pory Gibbs przestał być tylko nazwiskiem w creditsach – stał się marką rozpoznawalną w całej Polsce.
Pasja, nie kalkulacja
Jego znak rozpoznawczy? Połączenie emocjonalnego wokalu z gitarowymi brzmieniami i samodzielnie tworzonymi bitami. Nie korzysta z gotowych „type beats”, nie ulega trendom. Wszystko, co tworzy, wynika z intuicji i wrażliwości. Wybiera współpracowników samodzielnie, bez menedżerskich konsultacji. A choć dziś jest uznanym producentem, wciąż podkreśla, że najważniejsze to zachować autentyczność.
Dzięki Twojemu wsparciu możemy dostarczać rzetelne relacje i ekskluzywne zdjęcia z kolejnych wydarzeń! Postaw nam kawę! ✌️
Nieprzypadkowo jego twórczość porównuje się do dialogu z samym sobą – coś, co szczególnie wybrzmiało na albumie „Czarno na białym”. To krążek, który połączył folk, pop i emocjonalny rap, tworząc spójną i dojrzałą opowieść o życiu, miłości, pasji i stracie. Każdy numer to osobna historia, a całość brzmi jak świadoma refleksja artysty, który nie potrzebuje szumu wokół swojej osoby, by dotrzeć do odbiorcy.
Dom, który tworzy muzykę
DopeHouse Studio, jego baza twórcza w Zabrzu, to dziś jedno z bardziej aktywnych miejsc na mapie niezależnej muzyki w Polsce. Tam powstały dziesiątki projektów, a Gibbs – mimo młodego wieku – uchodzi za jednego z najbardziej utalentowanych realizatorów dźwięku w kraju. Ale studio to dla niego nie tylko praca – to przestrzeń, w której może być sobą. I to właśnie w tej przestrzeni wciąż bije rytm jego twórczości.
Dlaczego warto być w Kłobucku?
Bo to rzadki moment, gdy artysta o krajowej renomie wraca do swojego miasta z koncertem, nie oczekując niczego w zamian. Bo to szansa, by usłyszeć na żywo głos, który znacie z płyt Sariusa, Kartky’ego czy Kaliego. Bo to wieczór bez dystansu, barier i marketingowych filtrów – za to pełen muzyki, emocji i wspólnoty.
I dlatego właśnie, jeśli macie ochotę zakończyć wakacje czymś autentycznym – wybierzcie się do Kłobucka. Gibbs nie organizuje tego koncertu po to, by się pokazać. On robi to, by wrócić tam, gdzie zaczynał – i dać coś z siebie tym, którzy czekali na taki wieczór przez całe lata.
