Biało-czerwony manifest na parkiecie. Mery Spolsky we Wrocławiu [ZDJĘCIA]

14 grudnia 2025 roku wrocławski klub A2 stał się areną wydarzenia, które spokojnie można zaliczyć do koncertowych punktów odniesienia końcówki roku. „Po Polsce Tour” Mery Spolsky dotarło do Wrocławia w kulminacyjnym momencie trasy, tuż przed jej finałem w Krakowie, i zaprezentowało artystkę w formie dojrzałej, świadomej i niezwykle konsekwentnej artystycznie. Od pierwszych minut było jasne, że nie przyszliście jedynie posłuchać piosenek, ale wziąć udział w pełnoprawnym święcie – muzycznym, wizualnym i wspólnotowym.

Spójna estetyka i czytelny przekaz

Scena A2 została zaaranżowana w sposób, który od razu narzucał kontekst całego wieczoru. Czerwona kurtyna z białym orzełkiem zawieszona z tyłu sceny działała jak manifest – prosty symbol, ale wieloznaczny, pozbawiony patosu, a jednocześnie wyraźnie osadzony w narracji najnowszego albumu „Kocham Polskę”. Biało-czerwone światła, dopasowane stylizacje Mery i zespołu oraz konsekwentnie budowana oprawa wizualna sprawiały, że koncert był spójny estetycznie od pierwszego do ostatniego dźwięku.

Na szczególne wyróżnienie zasługujecie również Wy – publiczność. Wiele osób pojawiło się w strojach nawiązujących do motywów trasy, z polskimi akcentami, flagowymi kolorami czy ironicznymi detalami. Dzięki temu A2 stało się przestrzenią wspólnego performance’u, w którym granica między sceną a widownią momentami zupełnie się zacierała.

Setlista jako opowieść

Koncert otworzyły mocne, energetyczne utwory, które od razu narzuciły tempo wieczoru. „Wkurza mnie” i „Szaraki” ustawiły publiczność w trybie tanecznym, a pulsująca elektronika szybko przejęła kontrolę nad parkietem. Już na tym etapie było słychać, że Mery Spolsky coraz śmielej porusza się w estetyce klubowej, nie rezygnując przy tym z charakterystycznej dla siebie ironii i tekstowej celności.

W dalszej części koncertu pojawiły się utwory doskonale znane fanom jej wcześniejszej twórczości. „Bigotka”, wzbogacona o fragment grany na skrzypcach, wybrzmiała świeżo i zaskakująco, a „Maria przed ołtarzem” czy „Życzę Ci” przypominały, że pod elektroniczną warstwą wciąż kryją się bardzo osobiste historie. Ważnym momentem było również „Nie ma już PL” – jeden z kluczowych utworów nowej płyty – który na żywo zabrzmiał jak zbiorowy komentarz do współczesnej rzeczywistości, podany jednak bez moralizowania i zbędnej dosłowności.

Kulminacja w rytmie techno

Bezsprzecznie najmocniejszym punktem wieczoru okazała się podwójna odsłona „Miło było Pana poznać”. Najpierw w bardziej kameralnej, emocjonalnej wersji, a chwilę później w odsłonie techno, która zamieniła A2 w klubowy rave. To właśnie wtedy energia osiągnęła swoje maksimum – bas dosłownie wprawiał posadzkę w drżenie, a Wy reagowaliście tańcem, krzykiem i pełnym zaangażowaniem. Był to moment absolutnego zespolenia artystki z publicznością, pokazujący, jak skutecznie Mery potrafi reinterpretować własny repertuar.

Dalsza część koncertu nie zwalniała tempa. „Pałac Kultury”, „Ruskie Disko” i „Wojna” układały się w dynamiczny ciąg, który prowadził Was przez różne emocje – od ironii po cięższe, bardziej refleksyjne nastroje. „PRL” i „Marysia Kowalska” doskonale wpisały się w narrację nowoczesnego patriotyzmu, który Mery proponuje na najnowszym albumie: pełnego sprzeczności, czułości i krytycznego spojrzenia jednocześnie.


Dzięki Twojemu wsparciu możemy dostarczać rzetelne relacje i ekskluzywne zdjęcia z kolejnych wydarzeń! Postaw nam kawę! ✌️



Artystka w dialogu z publicznością

Jednym z najmocniejszych atutów wrocławskiego koncertu był stały, naturalny kontakt Mery Spolsky z Wami. Artystka często zwracała się bezpośrednio do publiczności, komentowała reakcje z sali i dzieliła się refleksjami między utworami. To właśnie w tych momentach pojawiła się luźna rozmowa na temat potencjalnego udziału w preselekcjach do Eurowizji 2026. Choć dziś wiadomo już, że Mery ostatecznie zrezygnowała z tego pomysłu, we Wrocławiu był to przykład otwartości i gotowości do szczerego dialogu z fanami.

Mocne zakończenie i gest na koniec

Bis przyniósł dwa utwory, które idealnie domknęły wieczór. „Suka” wybrzmiała jak manifest niezależności i samoświadomości, a finałowe „Kocham Polskę” stało się symbolicznym podsumowaniem całej trasy – pełnym emocji, ale pozbawionym nadęcia. To był moment, w którym przesłanie koncertu wybrzmiało najczytelniej: miłość do kraju jako relacja pełna sprzeczności, wspomnień i codziennych doświadczeń.

Na zakończenie warto wspomnieć o czymś, co często umyka oficjalnym relacjom. Po koncercie Mery Spolsky znalazła czas, by wyjść do fanów, rozdawać autografy i robić zdjęcia. Ten prosty gest tylko potwierdził, że za sceniczną energią i wyrazistym wizerunkiem stoi artystka autentycznie zaangażowana w relację z publicznością.

Koncert Mery Spolsky we Wrocławiu był czymś więcej niż kolejnym przystankiem trasy. Był dowodem na to, że „Po Polsce Tour” to przemyślany projekt artystyczny, który łączy taneczną energię, spójny przekaz i prawdziwą wspólnotę. Jeśli szukacie koncertów, które jednocześnie bawią, prowokują do myślenia i zostają w pamięci na długo – ten wieczór w A2 był dokładnie takim doświadczeniem.

ZDJĘCIA

Fot. Magda Stasio | @magda_fotografowanie

Link do zdjęć: https://www.facebook.com/share/p/16kXzWLEQi/

Dziękujemy, że czytasz artykuły na tuPozytywnie.pl 🙂 Bądź zawsze na bieżąco i obserwuj nas na Facebooku!