„No to co, dogrywka” – tymi słowami Lordofon ogłasza nową trasę, która ma być nie tylko kontynuacją, ale też symbolem nowego rozdziału. „Pana Hiroszimy już nie ma, więc wiosną zagramy dla Was nie jako żadna 'Niesamowita Trupa’, tylko jako Lordofon” – piszą Maciej Poręda i Michał Jurek, warszawski duet, który od lat konsekwentnie buduje swoją pozycję na polskiej scenie. To nie jest zwykła trasa. To deklaracja niezależności, zamknięcie pewnego etapu i otwarcie drzwi do czegoś, co ma być autentyczne, surowszą wersją zespołu. Brzmi intrygująco? Powinno.
Lordofon: Kto to taki?
Jeśli jeszcze nie znacie Lordofon, to najwyższy czas nadrobić zaległości. Duet z Warszawy, który zadebiutował w 2019 roku EP-ką „Plastelina”, od początku łączył wpływy indie rocka, rapu i alternatywnego popu, tworząc muzykę, która nie daje się łatwo zaszufladkować. Maciej Poręda (wokal) i Michał Jurek (produkcja) spotkali się na obozie tenisowym, a ich wspólna przygoda z muzyką zaczęła się od żartu. Jednak z czasem żart przerodził się w coś poważniejszego – w projekt, który zyskał uznanie zarówno fanów, jak i krytyków.
„Plastelina” (2019) to była zapowiedź tego, co zespół ma do zaoferowania: mieszanka stylów, świeżość i odważne eksperymenty. Rok później przyszedł czas na „Koło” – album, który utwierdził ich pozycję. Utwory takie jak „Figaro”, „Zoo” czy „Adios” pokazały, że Lordofon potrafi łączyć melodyjność z inteligentnymi tekstami, a ich brzmienie jest trudne do podrobienia. Recenzje były pozytywne, a zespół zaczął regularnie pojawiać się na prestiżowych festiwalach: OFF Festival, Stay Wild, Polish Hip-Hop Festival.
Ale prawdziwym przełomem okazało się „Passé” (2023), album, który sami muzycy nazywają „drugim debiutem”. To tutaj usłyszeliśmy „Francoise Hardy” – pop-punkowy hit z nutą nostalgii, „Tatuaż z wąsem na palcu” – hymn millenialsów, czy „chatGPT” – utwór, który komentuje wpływ sztucznej inteligencji na nasze życie. Teksty poruszają tematy kryzysu trzydziestolatka, przemijania i absurdu współczesności, a muzyka balansuje między elektroniką, rapem a gitarowymi riffami. To nie jest muzyka dla mas, ale dla tych, którzy szukają czegoś więcej niż tylko łatwego hitu.
Trasa bez Pana Hiroszimy: Co się zmieni?
„Pan Hiroszima już nie żyje. Ta historia jest zamknięta” – te słowa brzmią jak manifest. Lordofon nie chce już grać pod szyldem „Niesamowitej Trupy”, nie chce być postrzegany przez pryzmat przeszłości. Nowa trasa, „W końcu trasa bez tego cholernego Pana Hiroszimy”, ma być powrotem do korzeni, ale też odważnym krokiem naprzód. Czy to oznacza zmianę brzmienia? Może. Czy to oznacza bardziej intymne, surowsze koncerty? Prawdopodobnie.
Dzięki Twojemu wsparciu możemy dostarczać rzetelne relacje i ekskluzywne zdjęcia z kolejnych wydarzeń! Postaw nam kawę! ✌️
Zespół zapowiada cztery daty:
- 19 marca 2026, Białystok, Klub Zmiana Klimatu
- 10 kwietnia 2026, Toruń, Od Nowa
- 17 kwietnia 2026, Rzeszów, Pod Palmą
- 18 kwietnia 2026, Opole, Sala Kameralna NCPP
Bilety są już dostępne tutaj, a ceny zaczynają się od 95,99 zł. To nie są duże sale, nie są to stadionowe show. To kameralne, klubowe występy, które mają szansę stać się czymś wyjątkowym – zwłaszcza dla tych, którzy śledzą zespół od początku.
Dlaczego warto ich słuchać?
Lordofon to nie jest zespół, który gra dla sławy. To muzycy, którzy nie boją się ryzyka, którzy traktują swoją twórczość poważnie, ale bez pretensjonalności. Ich teksty są inteligentne, ale nie napuszone. Ich muzyka jest zróżnicowana, ale spójna. Współpracowali z Quebonafide, grali na największych festiwalach, ale wciąż pozostają blisko swoich korzeni.
Jeśli lubicie blink-182, Paramore, polski rap z głową, albo po prostu szukacie czegoś świeżego, to Lordofon powinien znaleźć się na waszej liście. Ich koncerty to nie tylko muzyka, ale też energia, interakcja z publicznością i poczucie, że jesteście częścią czegoś większego.
Czy nowa trasa będzie przełomem? Czas pokaże. Ale jedno jest pewne: Lordofon nie zamierza grać według cudzych zasad. I to właśnie czyni ich tak interesującymi.
