Izabela Zabielska na Great September. Głos jak dzwon i piosenki, które wchodzą od pierwszego słuchania

Great September to nie tylko miejsce dla artystów, których nazwiska już dobrze znacie. To również festiwal, podczas którego można trafić na wykonawców wchodzących właśnie w nowy, bardziej zdecydowany etap swojej muzycznej drogi. Izabela Zabielska była dla nas jednym z takich odkryć tegorocznej edycji.

W zapowiedziach festiwalu pojawiało się określenie „polska Miley Cyrus”. Zabielska ma za sobą popularność w internecie, miliony obserwujących na TikToku, wcześniejsze wydawnictwa i występ w preselekcjach do Eurowizji. Na Great September interesowało nas jednak przede wszystkim jedno: jak ta internetowa popularność przekłada się na scenę?

Po koncercie odpowiedź jest dość prosta. Zabielska ma coś, czego nie da się zbudować samymi zasięgami – bardzo mocny, charakterystyczny głos i naturalną łatwość w nawiązywaniu kontaktu z publicznością.

„Polska Miley”? Nam skojarzyła się jeszcze inaczej

Great September zapowiadał ją jako artystkę, o której w internecie zaczęto mówić jako o polskiej Miley Cyrus. Punktem wyjścia był między innymi jej cover „Revenge” XXXTentacion, który opublikowała w mediach społecznościowych i który szybko wywołał reakcje odbiorców.

Podczas koncertu w Łodzi to porównanie można było potraktować jako ciekawy punkt odniesienia, ale na miejscu pojawiło się jeszcze jedno skojarzenie.

Silny głos Zabielskiej, charakterystyczna fryzura i sposób, w jaki prezentowała się na scenie, przywoływały momentami skojarzenia z Lady Gagą z filmu „Narodziny gwiazdy”.

Nie chodzi oczywiście o bezpośrednie podobieństwo artystyczne czy próbę kopiowania Gagi. Bardziej o pewien rodzaj scenicznej wyrazistości – wokalistka od pierwszych minut przyciągała uwagę głosem i osobowością, a nie tylko samą obecnością na scenie.

I właśnie wokal był jednym z największych atutów tego występu.

Głos jak dzwon

Jeżeli mielibyśmy wskazać jeden element, który najbardziej zapadł nam w pamięć po koncercie Izabeli Zabielskiej, byłby to właśnie jej głos.

Na żywo jest mocny, donośny i bardzo wyraźny. Nie ginie w aranżacjach i nie potrzebuje wielu dodatkowych zabiegów, żeby zwrócić na siebie uwagę. Można powiedzieć wprost: głos jak dzwon.

To szczególnie istotne w przypadku artystki, która swoją rozpoznawalność zbudowała w dużej mierze w internecie. Scena bardzo szybko weryfikuje, czy popularność z TikToka i Instagrama ma przełożenie na występ przed żywą publicznością.

W przypadku Zabielskiej nie mieliśmy poczucia rozdźwięku między internetowym wizerunkiem a tym, co dzieje się na scenie. Jej wokal był jednym z powodów, dla których trudno było przestać słuchać.

Chwytliwe numery, które zostają w głowie

Drugim elementem, który mocno działał podczas koncertu, były same piosenki.

Nie potrzeba było kilku przesłuchań, żeby zacząć łapać rytm i refreny. Utwory Zabielskiej są rytmiczne, bezpośrednie i bardzo łatwo wpadają w ucho. To jeden z tych repertuarów, który nie wymaga od publiczności długiego przygotowania.

I właśnie dlatego koncert bardzo szybko nabrał odpowiedniego tempa.

Melodie zostawały w głowie, kolejne numery naturalnie przechodziły jeden w drugi, a publiczność dość szybko zaczęła reagować na to, co działo się na scenie. Nie było tutaj dystansu charakterystycznego dla sytuacji, w której widownia dopiero próbuje zorientować się, z czym właściwie ma do czynienia.

Chemia pojawiła się niemal natychmiast.

Kontakt z publicznością bez zbędnego dystansu

Zabielska nie ograniczyła się również do samego wykonywania utworów.

Co jakiś czas krótko opowiadała publiczności o kolejnych piosenkach czy sytuacjach związanych z jej muzyką. Nie były to długie przemowy zatrzymujące koncert, ale raczej krótkie momenty pozwalające lepiej poznać osobę stojącą za utworami.

To dobrze współgrało z jej internetową działalnością, gdzie bezpośredni kontakt z odbiorcami jest przecież jednym z fundamentów budowania relacji.


Dzięki Twojemu wsparciu możemy dostarczać rzetelne relacje i ekskluzywne zdjęcia z kolejnych wydarzeń! Postaw nam kawę! ✌️



Na scenie ta komunikacja nie sprawiała jednak wrażenia wymuszonej. Zabielska szybko złapała kontakt z publicznością i było widać, że dobrze czuje się w tej relacji.

Nowy rozdział zaczął się w 2026 roku

Jeśli jednak chcemy naprawdę zrozumieć, dlaczego koncert Izabeli Zabielskiej na Great September był dla nas odkryciem, trzeba spojrzeć przede wszystkim na to, co artystka robi obecnie.

Po niemal dwóch latach muzycznej przerwy Zabielska wróciła w 2026 roku z zupełnie nowym kierunkiem. W maju ukazało się „disco polo”, w lipcu „tłukę się o asfalt”, a 4 września – tuż przed jej występem w Łodzi – „styropian”. Ten ostatni utwór jest trzecim singlem zapowiadającym jej debiutancki album.

I właśnie te nowe piosenki są znacznie ważniejsze dla jej obecnej historii niż wcześniejsze single. Zabielska sama określa przygotowywany album jako swój właściwy debiut, mimo że muzykę publikuje już od wielu lat. Jak tłumaczyła w rozmowie z Interią, wcześniejsze utwory traktuje przede wszystkim jako etap poszukiwania własnej tożsamości, natomiast obecny materiał powstaje już jako spójna całość.

To słychać również w samych singlach. „disco polo”, „tłukę się o asfalt” i „styropian” pokazują bardziej zdecydowaną, bezpośrednią i momentami buntowniczą stronę Zabielskiej. „tłukę się o asfalt” opowiada o niedopasowaniu do narzucanych schematów, natomiast „styropian” bierze na warsztat zazdrość, ego i autoironię.

Co ciekawe, właśnie „styropian” miał swoją premierę zaledwie sześć dni przed Great September. Nie oglądaliśmy więc artystki prezentującej repertuar zamkniętego już etapu – trafiliśmy w sam środek momentu, w którym Zabielska dopiero buduje swoją nową muzyczną tożsamość.

Na Great September ten kierunek był jeszcze bardziej widoczny. Zabielska zapowiadała, że chce wykorzystać występ przede wszystkim do pokazania nowego materiału – bez wracania do starszych piosenek. I rzeczywiście, koncert był przede wszystkim prezentacją tego, co ma dopiero znaleźć się na jej debiutanckiej płycie.

To właśnie dlatego określenie jej wyłącznie jako „gwiazdy TikToka” coraz mniej pasuje do tego, co obecnie robi. Internet dał jej rozpoznawalność, ale teraz Zabielska próbuje przekuć ją w pełnoprawną karierę muzyczną – z własnym zespołem, repertuarem i pierwszym spójnym albumem.

Nie tylko internetowa gwiazda

I właśnie koncert na Great September pokazał, że określanie Zabielskiej wyłącznie mianem influencerki czy gwiazdy TikToka byłoby zbyt dużym uproszczeniem.

Na scenie najważniejsza była muzyka.

Jej popularność w mediach społecznościowych z pewnością pomogła zbudować rozpoznawalność, ale podczas występu nie była najważniejszym elementem. Pierwszy plan zajmował wokal, piosenki i kontakt z publicznością.

To istotna różnica, szczególnie w czasach, kiedy granica pomiędzy twórcą internetowym a artystą muzycznym coraz bardziej się zaciera.

W przypadku Zabielskiej Great September pokazał, że za internetową popularnością stoi osoba, która potrafi wyjść na scenę i zainteresować publiczność przede wszystkim tym, co ma do zaoferowania jako wokalistka.

Czy to było jedno z odkryć Great September?

Dla nas zdecydowanie warto było zatrzymać się przy jej koncercie.

Nie dlatego, że Zabielska jest zupełnie nieznaną postacią – wręcz przeciwnie. Ma już pokaźną społeczność w internecie, kilka lat muzycznych doświadczeń i własny katalog utworów. Ciekawsze jest to, że jej sceniczna wersja potrafi bardzo szybko przekonać do siebie również osoby, które wcześniej nie śledziły jej twórczości.

Chwytliwe piosenki, rytm, mocny wokal i bardzo szybki kontakt z publicznością sprawiły, że koncert po prostu dobrze się oglądało i jeszcze lepiej słuchało.

A czasami właśnie o to chodzi w festiwalowych odkryciach.

Przychodzicie na koncert bez wielkich oczekiwań, a wychodzicie z piosenkami w głowie i nazwiskiem, które zaczynacie obserwować.

W przypadku Izabeli Zabielskiej dokładnie tak było.

Dziękujemy, że czytasz artykuły na tuPozytywnie.pl 🙂 Bądź zawsze na bieżąco i obserwuj nas na Facebooku!