Są artyści, którzy wraz z kolejnymi trasami koncertowymi po prostu podnoszą skalę swoich występów. Więcej świateł, większa scena, więcej efektów specjalnych. I jest Taco Hemingway — artysta, który podczas premierowego koncertu trasy 2026 †††OUR we wrocławskiej Hali Stulecia pokazał, że nie interesuje go już zwykłe granie koncertów. Interesuje go tworzenie doświadczeń — muzycznych widowisk przypominających teatralny performance lub nowoczesny musical.
8 maja 2026 roku we Wrocławiu dostaliśmy dokładnie to, co Taco zapowiadał od miesięcy — a może nawet więcej.
Już przed rozpoczęciem głównego występu czuć było dramaturgię wydarzenia. Za rozgrzewkę odpowiadali Zeppy Zep i Borucci, serwując DJ set oparty na utworach Taco Hemingwaya. To nie było przypadkowe granie hitów, lecz świadome budowanie klimatu nocnego miasta.
Kiedy o 21:40 Taco pojawił się na scenie, było jasne: zaczyna się coś znacznie większego niż standardowy koncert.
„Latarnie wszędzie dawno zgasły” ożyły na scenie
Nowy album Taco Hemingwaya już w wersji studyjnej był bardzo filmowy i teatralny. We Wrocławiu okazało się, że artysta od początku planował jego sceniczne przełożenie jako spójną narrację.
Taco zagrał cały album w kolejności tracklisty. Zamiast pojedynczych numerów publiczność dostała jedną, zwartą opowieść.
Każdy utwór był osobnym aktem spektaklu — z własną scenografią i wizualnym językiem. Spod sceny wynurzały się ogromne rekwizyty: tramwaj, bar, apteka, które budowały miejską rzeczywistość Taco.
Do tego dochodziła rozbudowana choreografia. Na scenie pojawiło się kilkunastu tancerzy, którzy nie byli tłem, lecz współtwórcami narracji. Całość przypominała nowoczesny spektakl taneczny o miejskim chaosie i samotności.
Efekty pirotechniczne były obecne, ale wyważone i podporządkowane narracji, a nie odwrotnie.
Livka jako jeden z najmocniejszych punktów
Dużą rolę odegrała Livka, która pojawiała się przy kilku utworach i naturalnie wpasowała się w monumentalną formułę koncertu.
Szczególnie dobrze wybrzmiały wspólne wykonania „Trzykropków”, „Bez stresu”, „Frascati” i „Ostatni?”. Jej obecność wprowadzała emocjonalną lekkość i kontrast wobec chłodnego klimatu Taco.
Chemia między artystami była wyraźna i autentyczna.
Gabinet terapeuty i humor w środku melancholii
Choć nowy materiał Taco jest bardziej introspektywny, artysta nie zrezygnował z ironii.
Dzięki Twojemu wsparciu możemy dostarczać rzetelne relacje i ekskluzywne zdjęcia z kolejnych wydarzeń! Postaw nam kawę! ✌️
Między utworami pojawiały się wstawki stylizowane na wizyty w gabinecie terapeuty. To charakterystyczne połączenie autoironii, absurdu i komentarza społecznego.
Publiczność reagowała śmiechem, ale te fragmenty pełniły też funkcję rozładowania napięcia.
Drugi koncert ukryty w jednym wieczorze
Po finałowym „Ostatni?” wydawało się, że koncert się kończy. Wtedy pojawiła się ogromna szafa grająca.
Po jej uruchomieniu rozpoczął się drugi akt — podróż przez największe utwory Taco Hemingwaya.
Hala Stulecia zamieniła się w gigantyczne karaoke kilku pokoleń fanów.
Wybrzmiały m.in. „Chodź”, „Nostalgia”, „Deszcz na betonie”, „Makarena Freestyle”, „Fiji” czy „Kabriolety”.
To był wyraźny kontrast: od teatralnego spektaklu do emocjonalnego powrotu do klasyków, które zdefiniowały ostatnią dekadę polskiego rapu.
Taco Hemingway wszedł na poziom światowego show
Najbardziej imponujące było to, że mimo skali produkcji Taco nie stracił swojej tożsamości. Nadal jest obserwatorem miasta i kronikarzem codzienności wielkich metropolii.
Różnica polega na tym, że dziś robi to przy użyciu środków, których polska scena rapowa wcześniej praktycznie nie znała.
„2026 †††OUR” to projekt totalny — połączenie koncertu, teatru, musicalu i filmu.
Wrocławski koncert premierowy trasy można więc śmiało nazwać jednym z najważniejszych muzycznych wydarzeń ostatnich lat w Polsce.

